rethinking media

12 November 2006

Obiekt fotografowany.

Aparat fotograficzny wywołuje od swych początków wiele emocji w obiekcie fotografowanym. I choć wiązały się one przede wszystkim z efektem zamrażania i uwieczniania dla potomności - nie zniknęły i dziś - choć cyfrowy obraz posiada raczej cechy ulotnego mirażu, niż ciała stałego i wiecznego.

W fazie dagerotypii magia obrazu polegała na znieruchomieniu zbliżającym żywych pozujących do pierwszych doskonałych modeli - zmarłych. Portretowani martwi ludzie nie bywali zniecierpliwieni koniecznością trwania przez obiektywem aparatu do dagerotypii. Chwila pozowania jest niczym wobec wieczności. Portrety rodzinne wokół trumny stały się zresztą szybko intymną pamiątką, którą przekazywano sobie przez pokolenia. W moim albumie rodzinnym także znajduje się takie zdjęcie.

O fotografii analogowej i jej sposobie zatrzymywania czasu najpiękniej pisał chyba Roland Barthes wspominając fotografię z dzieciństwa swojej zmarłej matki - Fotografię w Cieplarni. Paradoks trwania i przemijania, życia i śmierci, bycia i nie-bycia splatające się w obrazie fotograficznym wywodzą się z natury światła, które jest zaprzeczeniem czerni doskonałej, niewidocznej - pochłaniającej światło w sposób absolutny. Zaprzeczanie linearności czasu to immanentna cecha fotografii, zatrzymanie światła w postaci, która nigdy już później się nie powtórzy, stopklatka kurczącego się wszechświata w formie zastygłej reprezentacji. A jednocześnie - mordowanie świata, jaki jawi się przed obiektywem (Susan Sontag widzi wszak w fotografii sublimację aktu strzelania i zabijania).

Ulotność cyfrowego zdjęcia wydaje się mieć jeszcze inny aspekt. To chwilowość, zdolność do zmiany, do fluktuacji formy. Proteuszowa postać zdjęcia cyfrowego wiąże się z nieodłącznością cyklu postprodukcji od samego fotografowania. Portretujemy ludzi inaczej, niż czynili to dagerotypiści. Już nie "zdejmujemy obrazu" dla potomnych, nie replikujemy świetlnego świata, jak czynili to fotografowie używający soli srebra. Raczej redukujemy świat to serii mignięć, mgnień oka, przebłysków pamięci. Proces obróbki jest tak naturalną koniecznością - nie naruszającą struktury świata reprodukowanego, jak niegdyś retusz - że wydaje się, iż zdjęcie cyfrowe nie istnieje bez niego. Dekonstruowanie świata za pomocą Photoshopa jest procesem podobnym do działania pamięci - redefiniującej nieustannie przeszłe zdarzenia.

Zmarłego przodka na zdjęciach w moim albumie zobrazowano, bym ja miała jego dosłowny obraz przed oczami. Bym pamiętała.
Dziewczynka z Fotografii w Cieplarni daje możliwość zrozumienia braków w pamięci żyjących.
Portrety cyfrowe, które "przeżyły" kontakt z programem do obróbki obrazu, są raczej kreacją wspomnień, sztuczną pamięcią, ulepszoną wizją przeszłości. Przeszłością udoskonaloną, wypacykowaną, po operacji plastycznej. Świat wspomnień zdigitalizowanych jest erozją świata świetlnego, zapoczątkowanego przez "portret" pewnego zalanego słońcem dachu.

Dachu, który ma cechy ulotności i wieczności zarazem.



Joseph Nicéphore Niépce: View from the Window at Le Gras (c. 1826)

This photo was published at Wikipedia under the public domain licence.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home