rethinking media

11 December 2006

Przeprowadzka do ery przedinformacyjnej.

Istotnym problemem, z jakim spotkałam się przez ostatnie tygodnie, było odłączenie. Przeprowadzki nie są zbyt przyjemne, powodują wiele zamieszania i przykrą świadomość, że człowiek gromadzi zbyt wiele rzeczy wokół siebie, nadając im subiektywną wartość - wartość, którą tracą, gdy spojrzeć na nie z dystansu, zwłaszcza, gdy trzeba je przenieść. Zwłaszcza, gdy nie można wziąć wszystkiego, do czego jesteśmy przywiązani. Książki, papiery, dokumenty, xero, notatki i karteczki… McLuhan widział w rzeczach nasze ekstensje, przedłużenia naszej świadomości i naszych zmysłów. Moje zmysły są w dużej mierze z papieru, a wszystko inne, co w mej świadomości ma postać elektroniczną, podlega przeprowadzce, jest mobilne, jak człowiek. Ekstensje papierowe ważą niemało, elektroniczne tyle, co nic. Przeprowadzka uświadamia w prosty (a może i nieco prostacki, lecz dojmujący) sposób, jak wielkim krokiem w ewolucji jest rewolucja informatyczna.

Jednak nie noszenie ciężarów własnych przyzwyczajeń okazuje się w przeprowadzce najgorsze, a fakt, że są wciąż miejsca, które geograficznie leżą pośrodku cywilizacji, ale w istocie przynależą do innej epoki. Mój nowy dom położony jest w Galaktyce Gutenberga, nie w Epoce Turinga. Nie mogę założyć tam Internetu, choć to centrum miasta. Nie ma na to najmniejszej szansy. Przeprowadziłam się do epoki przedinformatycznej. Dopiero teraz czuję istotny brak podłączenia. Odcięto mi ekstensję, która wyrosła nawet nie wiem kiedy. Nie tęsknię za moją papierową pamięcią, której część musiałam zostawić w starym domu. Tęsknię za możliwymi myślami, które dawało mi podłączenie do sieci. A przecież nie nazwałabym się osobą uzależnioną od Internetu. Nigdy jednak nie doceniałam tej ożywczej wartości płynącej z okablowania, choć korzystałam z niej nieustannie. Teraz mój krwioobieg został skrócony za pomocą technologicznego by-pasa, a ja wzdycham za Internetem jak chorzy po amputacji kończyny za swoim fantomem.

Wracam zatem do papieru, jak do zapomnianego domostwa. Odkrywam na nowo uroki lektury w tradycyjnej formie, bez nerwowego przeskakiwania do innego tekstu, w innym okienku, bez zapisywania niepotrzebnych plików, bez chęci zapamiętania całego świata tekstów. A jednak jak zwykle, czytam pięć książek na raz - hipertekst jest częścią naszego sposobu myślenia, nawet odcięci od sieci, nie możemy się go pozbyć z naszego umysłu - i odnajduję Barthesowską przyjemność tekstu poza monitorem. Cóż za paradoks. Geografia determinuje nasze ekstensje bardziej, niż epoka. Geografia warunkuje bowiem epokę techniczną, w jakiej przychodzi nam żyć. A zatem wracam do Galaktyki Gutenberga.

0 Comments:

Post a Comment

<< Home