<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051</id><updated>2011-04-22T03:04:03.990+02:00</updated><title type='text'>rethinking media</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>13</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-6772497446092361934</id><published>2007-09-10T21:12:00.000+02:00</published><updated>2007-09-10T21:22:17.754+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Ars Electronica 5-11.09.2007.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bliinując miasto Linz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bliin Your Live! to system łączący zalety GPS, telefonii komórkowej i &lt;i&gt;social bookmarking&lt;/i&gt;. To aplikacja umożliwiająca zapisywanie trasy przebytej drogi oraz oznaczanie za pomocą zdjęć, zakładek, tekstów i markerów jej przebiegu. To również społeczność podróżników i &lt;i&gt;commuterów&lt;/i&gt; — przemierzających miasto i opisujących własne ścieżki przy pomocy nowych technologii. Nie jest to jeszcze system doskonały, jednak trzeba przyznać, że stanowi nie tylko nową rozrywkę, która prawdopodobnie będzie coraz popularniejsza. Ekipa "Netlore" podczas tegorocznego Ars Electronica 'zablinowała się' zupełnie — to rodzaj zabawy, który może przerodzić się w pasję. O ile nie wystąpią problemy techniczne…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-6772497446092361934?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/6772497446092361934/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=6772497446092361934' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/6772497446092361934'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/6772497446092361934'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2007/09/ars-electronica-5-11_10.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-2132485957659704722</id><published>2007-09-07T19:14:00.000+02:00</published><updated>2007-09-07T19:31:30.082+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8F3QUJBG8-g/RuGK3Kq1CtI/AAAAAAAAAAM/3rBwILwpgFQ/s1600-h/DSC00099.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8F3QUJBG8-g/RuGK3Kq1CtI/AAAAAAAAAAM/3rBwILwpgFQ/s320/DSC00099.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5107516132776282834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ars Electronica 5-11.09.07.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekologicznie o Technologii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tegorocznym festiwalu mocnym akcentem okazały się projekty ekologiczne. Mają prowokować współczesnych protechnologicznie nastawionych gości festiwalu do myślenia o skutkach działalności sieciowej i medialnej w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachęcają one do używania telefonii komórkowej do zabawy — po to, by wskazać, że jest to jednocześnie działalność przyczyniająca się do produkcji dwutlenku węgla [&lt;i&gt;Intrigu_E &lt;/i&gt;— Silver &amp; Hanne Rivrud] . Z drugiej strony część projektów to dokumantacja ginącego piękna i różnorodności natury [&lt;i&gt;Flooding &lt;/i&gt;— Ruri]. Jednak projekty takie jak &lt;i&gt;Calling the Glacier &lt;/i&gt; — bardzo interesujące z naukowego punktu widzenia — wydają się propagować niepotrzebną komunikację, która także przyczynia się do dewastacji środowiska. uczestnicy proszeni są o zadzwonienie do lodowca, który zanika na skutego globalnego ocieplenia (można posłuchać jego topnienia dzięki zainstalowanej tam aparaturze) — jednak czyniąc to, przyczyniamy się do jego szybszego topnienia [&lt;i&gt;Calling the Glacier — A Mobile Elegy&lt;/i&gt; — Kalle Laar] . Sztuka nowych mediów coraz częściej spotyka się z tym paradoksem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jednocześnie mówi o ochronie środowiska i prowokuje do jego niszczenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-2132485957659704722?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/2132485957659704722/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=2132485957659704722' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/2132485957659704722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/2132485957659704722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2007/09/ars-electronica-5-11.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8F3QUJBG8-g/RuGK3Kq1CtI/AAAAAAAAAAM/3rBwILwpgFQ/s72-c/DSC00099.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-1854959450519145999</id><published>2007-09-07T18:09:00.000+02:00</published><updated>2007-09-07T19:13:44.146+02:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Ars Electronica 2007: Goodbye Privacy 5-11.09.07.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowanie sympozjum dotyczącego prywatności w sieci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie nie można liczyć dziś na zachowanie prywatności, kwestią podstawową jest natomiast jej częściowa ochrona i możliwie pełna kontrola nad danymi. Przede wszystkim chodzi o zachowanie władzy — nad tym, co w sieci publikujemy o sobie samych i nad tym, co inni o nas publikują. Działa tu siła podwójnego spojrzenia. Obce opinie coraz częściej okazują się ważne dla życia realnego. Interesujące jednak wydaje się nie tyle to, że boimy się  owej utraty kontroli, ale fakt, że wciąż bawimy się własną tożsamością, nie łącząc jej często z tą offline, mimo świadomości wszelkich niebezpieczeństw. Second City jest tego dobrym przykładem.Wciąż rośnie grupa użytkowników serwisów typu social bookmarking. Większość z nich raczej nie jest świadoma w jaki sposób dane, które ludzie sami dystrybuują można uzyskać i połączyć z ich numerem karty kredytowej, ubezpieczeniem czy kratą zdrowia. Może jednak radosny self-publishing służy nie tylko autoekspresji, ale też kontroli nad obywatelem? Przykłady powiązania tego typu serwisów z działalnością CCTV wskazują na fakt, że zmierzamy ku pełnej widzialności — także tego, co niegdyś było dokładnie ukrywane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-1854959450519145999?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/1854959450519145999/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=1854959450519145999' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/1854959450519145999'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/1854959450519145999'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2007/09/ars-electronica-2007-goodbye-privacy.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-6894596882368583667</id><published>2007-03-15T20:30:00.000+01:00</published><updated>2007-03-15T20:45:53.414+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Nadprodukcja danych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj okazało się, że mój komputer prawie nie ma już wolnej pamięci. Mam go trochę dłużej niż półtora roku. Wystarczyło tak niewiele czasu, by go zapełnić… Zdążyłam wprawdzie w międzyczasie wiele na nim zrobić (napisać doktorat, zmontować wywiady, zaprojektować trochę zajęć multimedialnych i obrobić niemało fotografii), a jednak… To zaskakujące dla mnie samej. Nie sądziłam, że jestem kolekcjonerem danych, że wyprodukowałam i zebrałam aż tak dużą ilość różnego rodzaju dokumentów, stron, obrazów, filmów czy nagrań dźwiękowych. A jednak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stajemy zadziwieni wobec własnej i cudzej nadprodukcji tekstów kultury. Vannevar Bush miał rację, jest to niezmierzona, wciąż rosnąca góra wiedzy. Góra porównywalna z rzeczywistymi wzniesieniami. Właściwie można by mówić o całych górotworach: współczesny świat to po prostu orogeneza antropogeniczna. Wyhodowałam w niej własny szczyt. Mount Anna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Selekcja będzie największym problemem ludzkości w ciągu najbliższych lat. Już staje się poważnym problemem. Doskonały film  'On the Desk' pokazywał ten problem w erze wprowadzania komputerów - dziś problem polega na tym, że maszyna nie może być już zastąpiona człowiekiem. Zresztą czy rzeczywiście ktoś z nas marzy o tak wielkiej biurokracji? Raczej nie. Komputery są naszym zbawieniem w pewnym sensie. Tylko czy nie staną się jednocześnie piekłem chaosu? Jeśli wdrożymy sensowne procedury wyszukujące i porządkujące dane - pewnie nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie muszę trochę oczyścić własne piekiełko danych, by  osiągnąć nie tyle elektroniczne zbawienie, co realny spokój dnia powszedniego i porządek myśli…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-6894596882368583667?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/6894596882368583667/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=6894596882368583667' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/6894596882368583667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/6894596882368583667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2007/03/nadprodukcja-danych-wczoraj-okazao-si-e.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-711038284244481419</id><published>2007-03-11T17:23:00.000+01:00</published><updated>2007-03-11T17:56:28.982+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>o telefonach i kontroli&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój telefon przestał rozpoznawać przychodzące rozmowy. Wszystkie numery w ciągu jednej doby stały się dla mnie "zastrzeżone" - nawet, jeśli są zapisane w pamięci telefonu. Ta swoista telefoniczna amnezja jest oczywiście konsekwencją wygaśnięcia umowy promocyjnej. Jeśli potraktować tę sytuację w kontekście teorii Marca Susaniego o komunikacji auratycznej, mój telefon przestał komunikować się z innymi urządzeniami, przestał współtworzyć moją aurę komunikacyjną potrzebną mi do życia. Przestał "chcieć" rozmawiać w moim imieniu z komórkami moich znajomych i nieznajomych… Tym samym zasłużył sobie na wymianę. Oczywiście tym samym operator ukazał mi swą władzę nad moim środowiskiem komunikacji: to od mojej uległości wobec firmy zależy czy mój telefon odzyska pamięć, czy nie. A zatem, poniekąd moja wygoda zdeterminowana jest szantażem komunikacyjnym. Tylko uległa jednostka może czuć się wolna - może swobodnie korzystać z dobrodziejstw technologii GSM.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz częściej nasze media rozmawiają za nas, bez nas, nie zawsze nas o tym informując. Nie chodzi tu tylko o software Microsoftu, który sam zaczął śledzić użytkownika (na szczęście nie muszę go używać), co zapoczątkowało niejako tendencję weryfikacji działań ludzi przez ich wytwory (w tym sensie artefakty kultury stają się naszymi kontrolerami; z tej perspektywy  technopol rzeczywiście zwycięża i nie jest to zmiana pozytywna, przynajmniej dla większości ludzi). To także globalna tendencja do wytwarzania urządzeń komunikujących się z… no właśnie, nie tylko z innymi urządzeniami, ale też z firmami, które zarządzają coraz większą ilością naszych danych. Operatorzy telefoniczni oraz usługodawcy internetowi korzystają z naszej prokomunikacyjnej postawy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wydaje się jednak, byśmy mieli jakiekolwiek wyjście. Może &lt;a href='http://tools.netgear.com/skype/'&gt;skype'ofon &lt;/a&gt;rozwiąże część problemów - przynajmniej będzie stanowił konkurencję dla dotychczasowych operatorów. A może &lt;a href='http://www.apple.com/'&gt;iPhone &lt;/a&gt;- który z pewnością stanie się niedługo ulubionym gadżetem połowy świata, tak jak dotychczas iPod? Może nie wyzwoli nas spod kontroli, ale zapewni świadomy wybór kontrolera. A do tego zapewni tyle alternatywnych możliwości komunikacji…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-711038284244481419?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/711038284244481419/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=711038284244481419' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/711038284244481419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/711038284244481419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2007/03/o-telefonach-i-kontroli-mj-telefon.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-9137376832154115120</id><published>2007-02-03T14:05:00.000+01:00</published><updated>2007-02-03T15:03:32.500+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>O tworzeniu stron internetowych bez Internetu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały styczeń spędziłam próbując zredagować stronę Zakładu Komunikacji Kulturowej Uniwersytetu Śląskiego. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że przygotowanie strony zajmuje tyle czasu. Co ciekawe, większość pracy odbywa się jednak offline. Przygotowanie strony graficznej i zdefiniowanie stylów CSS - choć nie jest tak pracochłonne, jak redakcja tekstów - także wymaga jednak wielu godzin pracy, jeśli chce się osiągnąć odpowiedni efekt (tu ukłon w stronę LETTERA LAB). W sumie udało się osiągnać cel: prostotę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;John Maeda poświęcił jej swoją ostatnią książkę: "The Laws of Simplicity" (MIT 2006). Wypada się z nim zgodzić, że osiągnięcie prostoty w projektowaniu jest jedną z najtrudniejszych kwestii, które należy opanować.  Nasz projekt przechodził różne fazy, aż w końcu udało się połączyć kilka ważnych idei związanych z rozwojem społeczeństwa sieciowego, które chcemy propagować - z minimalizmem użytych środków wyrazu. Efekt stanowi prosty szablon, wykorzystujący kilka kolorów. Zgodnie z ideą prof. Maedy doszliśmy do prostoty (tu polski termin nie brzmi najlepiej, kojarząc się z prostactwem - lepszy wydaje się angielski: simplicity) poprzez złożoność (complexity). Pierwsze pomysły - gdy oglądamy je teraz - wydają się niezbyt wyrafinowane estetycznie, a często także pozbawione są nośności semantycznej, która w projekcie końcowym okazała się najważniejsza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście strona wymaga jeszcze dopracowania, jednak tym razem nie powinno zająć to wiele czasu. Najtrudniejsze mimo wszystko, poza kwestiami estetycznymi, było zdobycie materiałów. Co ciekawe, pewnym problemem okazała się także próba  pogodzenia stylu języka oficjalnego (strona opisuje przecież jednostkę naukową) z rejestrem odpowiednim dla medium. Kompromis został osiągnięty, lecz prace wymagają kontynuacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie konstruowanie witryn internetowych to praca bardzo absorbująca, twórcza i wymagająca nie tylko umiejętności technicznych, ale też kompetencji estetycznych. Tych ostatnich wielu polskim projektantom nadal brakuje. Nie sądzę, by wynikało to jedynie z braków polskiego systemu edukacji technicznej. To szerszy problem kulturowy. Przede wszystkim można tu widzieć smutne dziedzictwo PRL-u i mentalności "homo sovieticus". Ale może być to problem starszy, deprywacja kulturowa związana w zaborami mogła wytworzyć podwaliny braków polskiej myśli estetycznej. Nie chodzi tu oczywiście o poziom tej dyscypliny czy myśli związanej z projektowaniem lub wzornictwem przemysłowym, a raczej o poziom kompetencji estetycznej całego społeczeństwa. Przeciętny obywatel nie zwraca uwagi na estetykę przedmiotów, którymi się otacza czy przestrzeni publicznej, którą współtworzy. Owszem, Polak dba o wygląd swojego domu czy ogródka, chce używać przedmiotów ładnych, ale jedynie w efekcie wyścigu z własnymi sąsiadami, nie z własnej potrzeby piękna (może jednak smutna prawda tkwiąca w wieczornej modlitwie polskich osiedli, zobrazowanej w "Dniu świra" przez Marka Koterskiego jest  podstawą polskiej mentalności?). A może pośrednio jest to winą naszych architektów, którzy wtrącając społeczeństwo do ciasnych mieszkań o oknach zaglądających jedne w drugie, odczłowieczyli więzy społeczne? A może jest to winą biedy? Prawdopodobnie jest to problem tak skomplikowany, że wszystkie te prawdy mogą być uznane jedynie za prawdy cząstkowe. I choć podnosimy się z estetycznej szarości, musi jeszcze upłynąć trochę czasu, byśmy zrównali się z gigantami estetyki dnia codziennego (np. Francuzami czy Holendrami). Edukacja jest zapewne najważniejszym czynnikiem, który może te zmiany przyspieszyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To oczywiście kilka generalnych uwag, które mogą wydawać się nieuprawomocnione w odniesieniu do analizy designu stron internetowych. Jednak poziom projektowania z całą pewnością zależny jest od ogólnych kompetencji społecznych w odniesieniu do kwestii piękna. Nauka godzenia funkcjonalności z wartościami estetycznymi łączy projektowanie przemysłowe z projektowaniem witryn sieciowych. Nasza strona jest prosta i z pewnością nie może być stawiana za wzór dla projektantów, jednak spełnia te dwie wartości. Na tym nam zależało. Zapraszam na stronę: http://komunikacja.us.edu.pl/&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-9137376832154115120?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/9137376832154115120/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=9137376832154115120' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/9137376832154115120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/9137376832154115120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2007/02/o-tworzeniu-stron-internetowych-bez.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-8952935590060052252</id><published>2006-12-30T00:42:00.000+01:00</published><updated>2006-12-30T00:54:01.009+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>O odłączeniu refleksji kilka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odłączenie od sieci prowokuje do przemyślanego korzystania z niej, gdy tylko jest to możliwe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to już naturalny aspekt bytu, ale dobro, do którego trzeba przyjść specjalnie (jak kiedyś, gdy sieć była obecna tylko na uczelniach, a potem jeszcze w kafejkach internetowych). Mentalne powracanie do początków Internetu. Trzeba przemyśleć czynności, które należy wykonać, które chce się wykonać i które można wykonać, jeśli wystarczy czasu. Wymaga to koncentracji i wysiłku przewidywania. Powrót do funkcjonalistycznego traktowania sieci. Jest to niestety wymuszony funkcjonalizm. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nagłe olśnienie: ilu rzeczy, do których się przywykło, nie można wykonać już bez sieci! Życie bez Internetu staje się coraz bardziej skomplikowane. Jest trudniejsze, niż było przed podłączeniem (jak strata kończyny, zgodnie z koncepcją McLuhana). Pewnie proces ten będzie postępował. Nagle rozumiem czym jest społeczne wykluczenie związane z brakiem dostępu do sieci. Rozumiem wyrzuconych na margines technokratycznego społeczeństwa okablowanego człowieka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-8952935590060052252?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/8952935590060052252/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=8952935590060052252' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/8952935590060052252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/8952935590060052252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2006/12/o-odczeniu-refleksji-kilka.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-3972459689446049611</id><published>2006-12-11T15:22:00.000+01:00</published><updated>2006-12-30T00:55:27.499+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Przeprowadzka do ery przedinformacyjnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istotnym problemem, z jakim spotkałam się przez ostatnie tygodnie, było odłączenie. Przeprowadzki nie są zbyt przyjemne, powodują wiele zamieszania i przykrą świadomość, że człowiek gromadzi zbyt wiele rzeczy wokół siebie, nadając im subiektywną wartość - wartość, którą tracą, gdy spojrzeć na nie z dystansu, zwłaszcza, gdy trzeba je przenieść. Zwłaszcza, gdy nie można wziąć wszystkiego, do czego jesteśmy przywiązani. Książki, papiery, dokumenty, xero, notatki i karteczki… McLuhan widział w rzeczach nasze ekstensje, przedłużenia naszej świadomości i naszych zmysłów. Moje zmysły są w dużej mierze z papieru, a wszystko inne, co w mej świadomości ma postać elektroniczną, podlega przeprowadzce, jest mobilne, jak człowiek. Ekstensje papierowe ważą niemało, elektroniczne tyle, co nic. Przeprowadzka uświadamia w prosty (a może i nieco prostacki, lecz dojmujący) sposób, jak wielkim krokiem w ewolucji jest rewolucja informatyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie noszenie ciężarów własnych przyzwyczajeń okazuje się w przeprowadzce najgorsze, a fakt, że są wciąż miejsca, które geograficznie leżą pośrodku cywilizacji, ale w istocie przynależą do innej epoki. Mój nowy dom położony jest w Galaktyce Gutenberga, nie w Epoce Turinga. Nie mogę założyć tam Internetu, choć to centrum miasta. Nie ma na to najmniejszej szansy. Przeprowadziłam się do epoki przedinformatycznej. Dopiero teraz czuję istotny brak podłączenia. Odcięto mi ekstensję, która wyrosła nawet nie wiem kiedy. Nie tęsknię za moją papierową pamięcią, której część musiałam zostawić w starym domu. Tęsknię za możliwymi myślami, które dawało mi podłączenie do sieci. A przecież nie nazwałabym się osobą uzależnioną od Internetu. Nigdy jednak nie doceniałam tej ożywczej wartości płynącej z okablowania, choć korzystałam z niej nieustannie. Teraz mój krwioobieg został skrócony za pomocą technologicznego by-pasa, a ja wzdycham za Internetem jak chorzy po amputacji kończyny za swoim fantomem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam zatem do papieru, jak do zapomnianego domostwa. Odkrywam na nowo uroki lektury w tradycyjnej formie, bez nerwowego przeskakiwania do innego tekstu, w innym okienku, bez zapisywania niepotrzebnych plików, bez chęci zapamiętania całego świata tekstów. A jednak jak zwykle, czytam pięć książek na raz - hipertekst jest częścią naszego sposobu myślenia, nawet odcięci od sieci, nie możemy się go pozbyć z naszego umysłu - i odnajduję Barthesowską przyjemność tekstu poza monitorem. Cóż za paradoks. Geografia determinuje nasze ekstensje bardziej, niż epoka. Geografia warunkuje bowiem epokę techniczną, w jakiej przychodzi nam żyć. A zatem wracam do Galaktyki Gutenberga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-3972459689446049611?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/3972459689446049611/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=3972459689446049611' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/3972459689446049611'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/3972459689446049611'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2006/12/przeprowadzka-do-ery-przedinformacyjnej.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-116329527434216203</id><published>2006-11-12T02:06:00.000+01:00</published><updated>2006-11-12T03:09:39.920+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Obiekt fotografowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aparat fotograficzny wywołuje od swych początków wiele emocji w obiekcie fotografowanym. I choć wiązały się one przede wszystkim z efektem zamrażania i uwieczniania dla potomności - nie zniknęły i dziś - choć cyfrowy obraz posiada raczej cechy ulotnego mirażu, niż ciała stałego i wiecznego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W fazie dagerotypii magia obrazu polegała na znieruchomieniu zbliżającym żywych pozujących do pierwszych doskonałych modeli - zmarłych. Portretowani martwi ludzie nie bywali zniecierpliwieni koniecznością trwania przez obiektywem aparatu do dagerotypii. Chwila pozowania jest niczym wobec wieczności. Portrety rodzinne wokół trumny stały się zresztą szybko intymną pamiątką, którą przekazywano sobie przez pokolenia. W moim albumie rodzinnym także znajduje się takie zdjęcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O fotografii analogowej i jej sposobie zatrzymywania czasu najpiękniej pisał chyba Roland Barthes wspominając fotografię z dzieciństwa swojej zmarłej matki - Fotografię w Cieplarni. Paradoks trwania i przemijania, życia i śmierci, bycia i nie-bycia splatające się w obrazie fotograficznym wywodzą się z natury światła, które jest zaprzeczeniem czerni doskonałej, niewidocznej - pochłaniającej światło w sposób absolutny. Zaprzeczanie linearności czasu to immanentna cecha fotografii, zatrzymanie światła w postaci, która nigdy już później się nie powtórzy, stopklatka kurczącego się wszechświata w formie zastygłej reprezentacji. A jednocześnie - mordowanie świata, jaki jawi się przed obiektywem (Susan Sontag widzi wszak w fotografii sublimację aktu strzelania i zabijania).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ulotność cyfrowego zdjęcia wydaje się mieć jeszcze inny aspekt. To chwilowość, zdolność do zmiany, do fluktuacji formy. Proteuszowa postać zdjęcia cyfrowego wiąże się z nieodłącznością cyklu postprodukcji od samego fotografowania. Portretujemy ludzi inaczej, niż czynili to dagerotypiści. Już nie "zdejmujemy obrazu" dla potomnych, nie replikujemy świetlnego świata, jak czynili to fotografowie używający soli srebra. Raczej redukujemy świat to serii mignięć, mgnień oka, przebłysków pamięci. Proces obróbki jest tak naturalną koniecznością - nie naruszającą struktury świata reprodukowanego, jak niegdyś retusz - że wydaje się, iż zdjęcie cyfrowe nie istnieje bez niego. Dekonstruowanie świata za pomocą Photoshopa jest procesem podobnym do działania pamięci - redefiniującej nieustannie przeszłe zdarzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmarłego przodka na zdjęciach w moim albumie zobrazowano, bym ja miała jego dosłowny obraz przed oczami. Bym pamiętała. &lt;br /&gt;Dziewczynka z Fotografii w Cieplarni daje możliwość zrozumienia braków w pamięci żyjących. &lt;br /&gt;Portrety cyfrowe, które "przeżyły" kontakt z programem do obróbki obrazu, są raczej kreacją wspomnień, sztuczną pamięcią, ulepszoną wizją przeszłości. Przeszłością udoskonaloną, wypacykowaną, po operacji plastycznej. Świat wspomnień zdigitalizowanych jest erozją świata świetlnego, zapoczątkowanego przez "portret" pewnego zalanego słońcem dachu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dachu, który ma cechy ulotności i wieczności zarazem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4968/4079/1600/ViewfromtheWindowatLeGrasNie%3F%3Fpce.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4968/4079/320/ViewfromtheWindowatLeGrasNie%3F%3Fpce.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Joseph Nicéphore Niépce: View from the Window at Le Gras (c. 1826)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;This photo was published at Wikipedia under the public domain licence.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-116329527434216203?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/116329527434216203/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=116329527434216203' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116329527434216203'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116329527434216203'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2006/11/obiekt-fotografowany.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-116283957721191868</id><published>2006-11-06T19:32:00.000+01:00</published><updated>2006-11-12T03:02:38.320+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4968/4079/1600/tv%20wheel.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4968/4079/320/tv%20wheel.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znak (symbol) versus znaczek (logo). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Media posługują się znakami ikonicznymi w sposób dowolny, często nieprzewidywalny, często arogancki. Koło fortuny anonsujące program informacyjny, może z powodzeniem reklamować też w nieco odmiennej wersji lek na jesienne przeziębienia. Symbole tracą swój pierwotny sens. Dotyczy to głównie telewizji i internetu, a zatem mediów, w których istotnym elementem tożsamości nadawcy stało się logo. A przecież tradycyjnie symbole posiadają magiczną moc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy symbol zawierał zresztą w sobie także swoje przeciwieństwo, był konstruktem ambiwalentnym, posiadającym element nieoznaczoności. Labirynt oznaczał zarazem uwięzienie, jak i drogę umożliwiającą wyjście zeń. Koło fortuny oznaczało i wzloty, i upadki ludzkiego losu. Wykorzystane w serwisie informacyjnym oznaczałoby więc zarazem dobre, jak i złe wieści (prawdziwe i fałszywe?), a w reklamie leku - skuteczność specyfiku lub jej brak. Mało pocieszające dla chorego widza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Magiczna moc znaku została jednak na szczęście dla nadawcy zapomniana przez większość widzów, nie tylko przez niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;photo by Anna Maj&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-116283957721191868?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/116283957721191868/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=116283957721191868' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116283957721191868'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116283957721191868'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2006/11/znak-symbol-versus-znaczek-logo.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-116248003393898115</id><published>2006-11-02T15:55:00.000+01:00</published><updated>2006-11-12T03:02:38.066+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Media i śmierć.&lt;br /&gt;To ciekawe, że media uczą się mówienia o śmierci, tak jak ludzie. Oczywiście sposób opisu sytuacji liminalnych odzwierciedla zawsze czas i kulturę społeczeństwa wytwarzającego daną narrację. Szukanie współczesnego tanatologicznego języka Zachodu najwyraźniej widoczne jest w mediach masowych. Zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Szczególnie interesująco formuje go telewizja, co można było obserwować na przestrzeni ostatnich kilku lat w trakcie relacjonowania tragicznych wydarzeń - począwszy od ataków na WTC. Proces ten można szerzej widzieć jako testowanie nowych paradygmatów narracyjnych czy redefinicję (na czas ściśle określony) sposobów artykulacji wiadomości dotyczących tematyki tanatologicznej. Było to poszukiwanie nowej formuły narracjyjnej, formuły pozbawionej statystycznej dokładności sprawozdań wojennych i wieczornych wiadomości, formuły przywracającej śmierci patos i liturgiczny aspekt. Była to w istocie nauka nowego języka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska telewizja uczyła się go w trakcie transmisji tragedii WTC, ataków w Londynie, pogrzebu Arafata, a przede wszystkim czuwania przy umierającym papieżu oraz tragedii budowlanej w Katowicach. Jedynym innym okresem, gdy śmierć nie pozbawiona godności trafia na jej ekrany jest początek listopada oraz - bardziej metaforycznie - okres Wielkiej Nocy. Pozostałe dni wymazują pamięć tego patosu bezlitośnie w relacjach z wybuchów, sztormów, ataków terrorystycznych i wypadków samochodowych. A zatem mamy tu do czynienia ze śmiercią medialną w dwóch wariantach - niejako zwyczajną, zbanalizowaną i nadzwyczajną, niespodziewaną jej formę. Pierwsza kategoria dotyczy śmierci, o której informują codziennie wiadomości, druga - tej, o której media nie wiedzą, jak informować, gdyż przekracza ramy standardowego newsa. Staje się zatem ona niezwykła także przez to, że dereguluje normalny medialny strumień, każe zmienić ramówkę i wysłać specjalnych reporterów na miejsce tragedii. Staje się medialnym hitem, przywołującym przed telewizory nawet tych widzów, którzy zazwyczaj niechętnie odnoszą się do pakietów informacyjnych pełnych krwi. Paradoksalnie ten rodzaj śmierci podlega medialnej sakralizacji. Poprzez wyniesienie na zdarzenie medialne, niezwykle szybko nabiera znaczenia i równie szybko ulega petryfikacji w wizualny symbol. Faktem jednak pozostaje, że początkowo telewizja zawsze niecierpliwie szuka sposobu mówienia o niewyrażalnym, co może świadczyć o próbie rozwoju medium. Z czasem, zostaje tylko konwencja, znaczenia zanikają lub częściowo ulegają banalizacji.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nowe media nie mają tego barometrycznego charakteru. Internet nie wydaje się być czuły, nie jest bowiem scentralizowany, a wszak właśnie ta cecha decyduje o interwencyjnym charakterze telewizji czy radia w sytuacjach kryzysowych. Portale co najwyżej decydują się na zmianę szaty graficznej na szaro-czarną. Inne serwisy tego nie czynią. Internauci nie są "wspólnotą współczucia". W każdym razie współczucie, jeżeli się tu pojawia, jest rozproszone. Tradycyjne media w takich sytuacjach wydają się lepiej odpowiadać na potrzeby cierpiących ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowe media wnoszą jednak coś do współczesnego języka tanatologii. Nowe media przynoszą śmierć dosłownie. Belgijski student zostaje ugodzony nożem, gdyż nie chce oddać napastnikom swego odtwarzacza mp3. iPod nazywany jest przez Stephena Levy'ego "najbardziej pożądanym przedmiotem XXI wieku".  Media stają się narzędziem zbrodni i męczeństwa zarazem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-116248003393898115?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/116248003393898115/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=116248003393898115' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116248003393898115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116248003393898115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2006/11/media-i-mier.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-116224208212811931</id><published>2006-10-30T21:55:00.000+01:00</published><updated>2006-11-12T03:02:37.863+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Kolejne nowe obserwacje: konferencja dotycząca książki elektronicznej, gdzie pokazuje się raczej metody digitalizacji tradycyjnej książki, a nie tę prawdziwie elektroniczną. E-booki polscy bibliotekarze i naukowcy traktują jako ostateczne zło, a nie jako szansę na unowocześnienie czy uaktrakcyjnienie tradycyjnych tekstów. CD-ROM uważa się za szczyt możliwości. Uwagi o rzeczywistej mediatyzacji książki traktuje się powszechnie w kategorii "ugadżetowienia", a nie jako addycję nowych funkcji. A przecież książka naukowa - czy szerzej edukacyjna (nawet zwykły podręcznik) - może być dzięki implementacji innych mediów nie tylko bardziej atrakcyjna, ale też bardziej zrozumiała. Dodanie panoramy, aktywnej mapy czy filmu nie musi oznaczać umniejszenia znaczenia tekstu. Może przecież pojawić się tu też wizualny odnośnik do oryginału czy kolejnych reinterpretacji tekstu - cała historia "tekstualności" danego tekstu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony książka naukowa może stać się nie tylko interesującą wizualnie, ale i wzbogaconą o odpowiedni wachlarz linków i materiał źródłowy oraz o kontekst całej dyscypliny, co może mieć istotne znaczenie dla jej rozumienia, popularyzacji oraz samego dyskursu naukowego. Kontekst gwarantuje też bezpieczeństwo tesktowi, chroni go przed plagiatem, zapewniając możliwość weryfikacji oraz łatwiejszą ocenę wartości i nowatorstwa (bądź ich braku) tekstu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd ten strach? Czy nie bierze się on z braku kompetencji części środowiska? Dlaczego biblioteki internetowe przedstawia się wciąż jako wielkie osiągnięcie polskiej nauki, podczas, gdy w cywilizowanym świecie są już normą? I wreszcie sedno sprawy: dlaczego polscy informatycy wciąż pracują nad rozwiązaniami, które z powodzeniem stosuje się na Zachodzie? Po co wymyślać kolejny analizator tekstu od podstaw, jeśli istnieją już całkiem sprawne narzędzia? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska Biblioteka Cyfrowa wciąż nie umożliwia pełnej analizy tekstów i ich przeszukiwania, a przecież wystarczy skorzystać z Questii (www.questia.com), by zrozumieć, że próbujemy wytyczyć drogę dawno już wydeptaną…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-116224208212811931?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/116224208212811931/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=116224208212811931' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116224208212811931'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116224208212811931'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2006/10/kolejne-nowe-obserwacje-konferencja.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-36500051.post-116162977871751568</id><published>2006-10-23T20:42:00.000+02:00</published><updated>2006-11-12T03:02:37.457+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Linz 2006, Ars Electronica, restauracja Das Gelbe Krokodil. &lt;br /&gt;Rozmowa o polskich medioznawcach. Smutny wniosek: teoretycy nowych mediów rzadko są ich biegłymi użytkownikami. W cywilizowanym świecie profesor-teoretyk piszący o blogach, nie mający swego bloga, z trudem obsługujący maila, to abstrakcja. W Polsce - codzienność. Pytanie: dlaczego tego nie zmienić? Czy to, że uniwersytety są niedofinansowane musi oznaczać, że studenci muszą się obyć bez praktyki? Teoria bez niej nie może się obyć. Nie powinna. Tylko wtedy może ją opisywać sprawnie i adekwatnie do rzeczywistości. Baudrillard był porywający, ale świat przezeń opisany rozmija się z naszym doświadczeniem. Nie żyjemy w hiperrealności, choć po uczelnianych murach wciąż odbijają się echem podobne tezy. &lt;br /&gt;Można jednak inaczej. Moje spojrzenie bliskie jest temu, które prezentuje Derrick de Kerckhove, technofil prowadzący prawdziwie medioznawczą refleksję i autoobserwację. Rozmowę, którą przeprowadziliśmy z nim na Ars Electronica 2005 można przeczytać (i posłuchać jej obszernych fragmentów) w wersji angielskiej na: www.netlore.pl&lt;br /&gt;Sam kwartalnik "netlore.pl" jest zresztą próbą ukazania alternatywnego spojrzenia na media. Spojrzenia poprzez pryzmat antropologicznie zorientowanego medioznawstwa. Rethinking media ma być bardziej dynamicznym, a jednocześnie mocniej zindywidualizowanym środowiskiem do medioznawczej refleksji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/36500051-116162977871751568?l=rethinking-media.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rethinking-media.blogspot.com/feeds/116162977871751568/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=36500051&amp;postID=116162977871751568' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116162977871751568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/36500051/posts/default/116162977871751568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rethinking-media.blogspot.com/2006/10/linz-2006-ars-electronica-restauracja.html' title=''/><author><name>am</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08673589691303040399</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
